Byle do setki – mistrz weteranów w biegach – Jan Niedźwiecki cz.2

Byle do setki – mistrz weteranów w biegach – Jan Niedźwiecki cz.2

Rozumiem, że właśnie wtedy postanowił Pan odmłodnieć…

» No tak, bo ciągłe siedzenie przy biurku plus wieczorowa nauka – wszystko to dało mi się mocno we znaki. Siadł kręgosłup, „zapaliły się” korzonki nerwowe, skądś przyplątało się nadciśnienie, do tego doszła nerwica wegetatywna… Byłem w kiepskim stanie, gdy złożyłem wizytę lekarzowi zakładowemu w Najwyższej Izbie Kontroli, gdzie akurat zostałem przyjęty do pracy. Doktor Bogdan Meier powiedział: „Janek, ty się zastałeś! Zacznij się ruszać! Umiesz biegać? No to biegaj!”

Jan Niedźwiecki

Jan Niedźwiecki

I został Pan sportowcem… w wieku 52 lat. Pamięta Pan początki?

» Oj, pamiętam, wcale nie były radosne! Zadyszka na każdym kroku, zmęczenie i bóle nóg sprawiły, że już na samym początku miałem wszystkiego dosyć.

Ale nie odpuścił Pan!

» Na szczęście zacisnąłem zęby i przetrwałem najtrudniejsze chwile. Nie miałem żadnego instruktora, nie miałem pojęcia, gdzie powinno się biegać. Biegałem więc tam, gdzie mi było najbliżej – po betonowej koronie stadionu „Warszawianki”, który dziś już się rozpada. W rezultacie poodbijałem sobie pięty, bo obuwie też miałem marne – byle jakie tenisówki, kiedyś się mówiło „pepegi”. Dopiero po jakimś czasie kupiłem sobie odpowiednie obuwie sportowe w ówczesnej Czechosłowacji, dzięki czemu, później już mogłem oszczędzić pięty.

I nadal biegał Pan po betonie?

» Nie, z czasem nabrałem doświadczenia w tym, co robię, a stało się to dopiero po pierwszej imprezie, w jakiej wziąłem udział. Otóż wystartowałem w Pomiechówku na tak zwanym Biegu Warsa i Sawy, na odcinku 7 kilometrów. To było w 1979 roku. Jeszcze żył wielki propagator biegów, redaktor Tomasz Hopfer, który mi od razu powiedział tak: „Ty walisz piętami o beton, a przecież treningi biegowe robi się w lesie!” No i zmieniłem sobie „plac zabaw”.

A kiedy wystartował Pan po raz pierwszy w maratonie?

» Już w 1980 roku. Był to akurat Drugi Maraton Pokoju, 42 kilometry z hakiem.

Start na Stadionie X-lecia, bieg do Faleni-cy i powrót tą samą drogą. Miałem wtedy 54 lata i zaliczyłem trasę w czasie 4 godzin i 42 minut.

Jak Pan wtedy się czuł? Duże wrażenie robi taki pierwszy raz?

» Dobiegłem! To liczyło się najbardziej. Proszę sobie wyobrazić, że ma Pan 54 lata i 42 kilometry do przebiegnięcia. To jest prawdziwy wyczyn i tak to potraktowałem.

W takim razie pójdźmy na skróty! Jak Pan przeżywał ostatni maraton? Słowo „ostatni” jest oczywiście umowne, bo przecież nie zawiesił Pan adidasów na kołku.

» No cóż? Po 28 latach mój maraton trwa już dłużej. Na dobiegnięcie do mety potrzebuję 5 i pół godziny. 31 maja ubiegłego roku, czyli w dniu, kiedy skończyłem 80 lat, wziąłem udział w biegu „Sulęty Cross”. To już dwudziesty z kolei „Cross”, zwykle organizowany jest w soboty, natomiast wtedy, z uwagi na to, że moje urodziny wypadły w czwartek, działacze przenieśli imprezę właśnie na dzień urodzin.

Część trzecia: http://www.sylwestrowe.com.pl/byle-do-setki-mistrz-weteranow-w-biegach-jan-niedzwiecki-cz-3/

Facebook Comments
1 comment

Artykuły użytkownika

Najnowsze

Najczęściej komentowane

Facebook Comments