Byle do setki – mistrz weteranów w biegach – Jan Niedźwiecki cz.3

Byle do setki – mistrz weteranów w biegach – Jan Niedźwiecki cz.3

Jak się ma taką popularność, to trudno się dziwić, że całą imprezę robi się pod jednego zawodnika!

» Może nie wypada się chwalić, ale mam za sobą udział prawie w tysiącu zawodów biegowych, a w tym jest blisko setka maratonów.

Jan Niedźwiecki

Jan Niedźwiecki

Czy nie miewa Pan czasem dość po przebiegnięciu 42 kilometrów?

» Proszę nie żartować, ja już biegałem 126 kilometrów w wieku 70 lat!

Aż trudno uwierzyć! Niech Pan opowie, jak to było…

» To był oczywiście najdłuższy bieg mojego życia, bo później już sobie nie pozwalałem na taką „ekstremę”. Imprezę zorganizował w roku 1996 znany działacz sportowy Janusz Kalinowski. Chodziło o to, żeby przebiec jak najdalej w ciągu 24 godzin. Trasa była bardzo monotonna, bo po trzyipółkilometrowym kole w parku za warszawskim stadionem „Skry”. Jeszcze przed startem zapowiedziałem, że zamierzam zaliczyć trzy maratony i tak się stało. Byłem na mecie dwudziesty spośród 60 zawodników.

I jakie wrażenia wyniósł Pan z tej „zabawy”?

» Muszę przyznać, że byłem mocno zmęczony. Doszło nawet do tego, że w pewnym momencie padłem jak nieżywy, mimo że do ukończenia zapowiadanego trzeciego maratonu brakowało mi już tylko jedno okrążenie. Akurat świtało i pojawiła się ekipa telewizyjna WOT-u. I zaraz usłyszałem: „Brakuje ci tylko jednego okrążenia, a masz jeszcze czas, żeby je przebiec!” Nie ukrywam, że ambicja wzięła górę nad wszystkim. Dobiegłem i akurat przyjechała Irena Szewińska z gratulacjami dla uczestników.

Fama głosi, że mimo niesamowitego zmęczenia zdołał Pan jeszcze zrobić swojego nieśmiertelnego fikoła na oczach wszystkich.

» To prawda. Wszyscy już dawno się przyzwyczaili, że swój start zwykle zaczynam od fikoła i kończę na fikole, czyli na takim dynamicznym przerzucie przez ręce. No więc na bieg już bym nie miał siły, ale na fikoła wystarczyło.

Za granicą też były fłkoły?

» Obowiązkowo! Po maratonie w Nowym Jorku gazety poświęciły więcej miejsca mnie i mojemu fikołowi niż zwycięzcy biegu. Dla niektórych stacji telewizyjnych musiałem nawet robić powtórki. Na szczęście już po ukończeniu biegu. Co ciekawe, gdy poprosiłem, żeby najpierw dali mi się napić, przynieśli mi… „Nałęczowiankę”!

No proszę! Nasi zawsze coś gdzieś przemycą! A tak na marginesie – ilu przeciwników miał Pan na starcie w Nowym Jorku?

» 35 tysięcy. Wystartowałem jako trzydziestotysięczny, a jeszcze 5 tysięcy biegło za mną. Ale to nic, bo na nowojorski maraton jest zwykle od stu do stu pięćdziesięciu tysięcy zgłoszeń. Jeżeli zostałem zakwalifikowany, zresztą dzięki wsparciu Antka Niemczaka, który kiedyś był drugi w tym maratonie, a teraz mieszka w USA, to mogłem czuć się jak wybraniec!

Część czwarta:  http://www.sylwestrowe.com.pl/byle-do-setki-mistrz-weteranow-w-biegach-jan-niedzwiecki-cz-4/

Facebook Comments
1 comment

Artykuły użytkownika

Najnowsze

Najczęściej komentowane

Facebook Comments